Moje inwestycje w fundusze, 2

Dzisiaj dalszy ciąg historii moich “osiągnięć” w inwestowaniu w fundusze. Podobnie jak w ostatnim wpisie, gdzie opisywałem moje naprawdę pierwsze starcie z rynkiem, dzisiaj także nie będzie się za bardzo czym chwalić. Będzie to raczej lekcja przestrogi z której można się nauczyć kilku przydatnych zasad. Dziś zaprezentuję jak wygląda realizacja strategii “kup i trzymaj” w moim wydaniu :)

Dzisiaj przedstawię moją przygodę z dwoma kolejnymi funduszami – ich wspólną cechą jest fakt, że obydwa fundusze mam nadal w swoim portfelu…

Po pierwszych próbach z funduszami, widząc że koniunktura na giełdzie nadal sprzyja inwestorom, zdecydowałem się na zakup kolejnych jednostek funduszy akcji. Pomysł inwestycji w fundusze akcji małych i średnich firm byłby może i ciekawym i zyskownym pomysłem, gdybym zainwestował w nie dużo wcześniej, lub po prostu sprzedał je realizując stop-lossa (którego i tak wtedy jeszcze nie stosowałem) zaraz po pojawieniu się trendu spadkowego.

Kawa na ławę

Pierwszy zakupiony fundusz to BPH Akcji Dynamicznych Spółek, którego pierwsze jednostki zakupiłem 13 marca 2007 roku. Była więc jeszcze możliwość zarobku, bo przez kolejne kilka miesięcy mieliśmy na giełdzie jeszcze trend wzrostowy.

BPH_akcji_dynamicznych_spolek

Po drodze w górę kilkukrotnie jeszcze dokupowałem jednostki zgodnie z zasadą uśredniania w górę. Niestety w lipcu 2007 nastąpił mój wyjazd, podczas którego nie miałem dostępu do notowań. Po powrocie zastałem spadki, ale mając nadzieję na odbicie nie sprzedałem jednostek. Patrząc na to dzisiaj, widać wyraźnie, że to była zła decyzja. Spekulacja mi nie wyszła, więc stałem się przymusowym inwestorem długoterminowym.

W przypadku tej inwestycji aktualna strata wynosi 60%. Maksymalna strata, z początku marca tego roku, wynosiła 72%. Dla porównania poniżej podaję wykres z tego samego okresu indeksu mWig40, który jest benchmarkiem dla funduszu BPH Akcji Dynamicznych Spółek.

mwig40

Jak widać, wykresy niemal idealnie się pokrywają. W przypadku zainwestowania w walor idealnie odwzorowujący indeks mWig40 byłbym w tej chwili 58% na minusie, a w momencie największego dołka byłoby to 72%.

Widać tutaj jak na dłoni, że ten fundusz nie stosuje strategii inwestycyjnych, które zapewniłyby ochronę kapitału. Po prostu wiernie naśladuje wyniki swojego benchmarku – strukturę portfela widać zresztą na wykresie, który znajduje się pod podanym już wyżej linkiem (akcje – 95%, depozyty – 5%).

Druga z inwestycji to zakup jednostek funduszu PZU Akcji Małych i Średnich Spółek. Benchmark dla tego funduszu jest nieco bardziej złożony. Jednak analizując poniższy wykres pod kątem podobieństw do wykresu indeksu mWig40 dochodzimy do wniosku, że fundusz jest niemal wiernym odwzorowaniem tego indeksu.

PZU_akcji_malych_srednich

Wyniki dla tej inwestycji są podobne – aktualna strata wynosi 62%, natomiast maksymalna strata, odnotowana w połowie marca 2009 roku, wynosiła 71%.

Obie inwestycje traktuję narazie jako “inwestycje szkoleniowe”, a zamrożoną w nich gotówkę traktuję jako bardzo odległy w czasie bonus, który spieniężę gdy wycena jednostek wróci do okolic z momentu kupna.

Wnioski

Pierwszy wniosek, który mi się nasuwa po przeanalizowaniu tych inwestycji, to konieczność dokładnego zapoznania się ze strategią inwestycyjną i strukturą portfela funduszu, jeszcze zanim zakupimy pierwsze jego jednostki. Jest zresztą taka zasada, żeby inwestować tylko w rynki i walory, które się rozumie i zna się zasady ich działania.

Kto z początkujących inwestorów jednak zapoznaje się z takimi informacjami i czyta prospekt informacyjny funduszu? Moim zdaniem mała część, a jeśli nawet ktoś się przyłoży i przeczyta, to zapewne niewiele z tego zrozumie i nie będzie wiedział na co zwrócić największą uwagę.

Jeżeli przykładowo benchmarkiem funduszu jest w 100% indeks mWig40, to z dużym prawdopodobieństwem należy się spodziewać, że wycena funduszu będzie wędrowała zgodnie z notowaniami indeksu mWig40, bez żadnych taryf ulgowych. W takim przypadku strategia kup i trzymaj może przynieść niezbyt ciekawe rezultaty (wystarczy spojrzeć na ten wykres aby uzmysłowić sobie poziom wahań, którym może podlegać kurs indeksu mWig40). Inwestor znający takie informacje i rozumiejący ich ważność będzie świadom niebezpieczeństwa i dostosuje swoją strategię do strategii funduszu, tak aby nie stracić swoich pieniędzy.

Kolejny wniosek, wynikający bezpośrednio z poprzedniego, jest taki, że jeśli sam fundusz nie zapewnia strategii ochrony kapitału (niektóre fundusze mają taką strategię, np. Skarbiec Ochrony Kapitału, ale jest ich mniejszość i mają z reguły marne wyniki), to należy o to się zatroszczyć samemu i zacząć spekulować na funduszach.

W przypadku wyboru takiej strategii musimy się spodziewać większego zaangażowania w to, co się dzieje na rynkach niż w przypadku biernego inwestowania typu kup i trzymaj. Takie inwestowanie będzie bardziej przypominało normalne inwestowanie na rynku akcji, gdyż będziemy musieli opracować strategię dotyczącą momentu zakupu jednostek, ich sprzedaży, zasady ochrony kapitału i zarządzania ryzykiem.

Aktywnie zarządzając swoimi funduszami będziemy mogli teoretycznie osiągnąć lepsze wyniki. W praktyce, głównie ze względów psychologicznych, jest to jednak o wiele trudniejsze – tak samo trudne jak spekulacja na rynku akcji. Szczególnie nie polecam tej metody dla początkujących inwestorów, którzy nie mają jeszcze doświadczenia na giełdzie.

Oczywiście spekulacja na funduszach opłaca się jedynie w przypadku, gdy nie płacimy dodatkowo prowizji za kupno i sprzedaż jednostek.

Nie wszystkie fundusze są złe, jednak wielu ludzi nie zastanawia się nad strategią inwestycyjną funduszu czy swoją strategią wejścia czy wyjścia z funduszu w przypadku generowania strat. Najczęściej klientami funduszy inwestycyjnych zostają osoby, które kupiły jednostki pod wpływem reklamy, znajomych, bądź po prostu jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego impulsu połączonego z faktem posiadania wolnej gotówki. W ten sposób wybieramy fundusze, które są niedostosowane do naszych potrzeb, nie wiemy na jakiej zasadzie inwestują i co mamy się po nich spodziewać. Ludzie kupują jednostki spodziewając się bajecznych stóp zwrotu, tymczasem spotyka ich rozczarowanie gdy fundusz nurkuje razem z giełdą.

Panuje powszechne przekonanie, że fundusze są dla ludzi, którzy nie znają się na inwestowaniu. Jednak w większości przypadków niestety nie jest to prawdą. Jak wcześniej napisałem, inwestowanie w fundusze często jest tak samo ryzykowne jak samodzielne inwestowanie na giełdzie. Fundusz nie ochroni nas przed stratami – co najwyżej ochroni samego siebie, pobierając odpowiednio wysoką prowizję za zarządzanie. No chyba że wybierzemy fundusz, którego strategia inwestycyjna przewiduje choćby elementarną ochronę kapitału. Na to moim zdaniem należy zwrócić największą uwagę, jeśli nie chcemy zbyt często zaglądać w notowania i martwić się o swoje pieniądze.

W następnym odcinku…

W historii moich inwestycji znajduje się także kilka przygód z akcjami różnego rodzaju spółek. Dajemy więc sobie na razie spokój z funduszami różnej maści, a w kolejnym wpisie zaprezentuję moje pierwsze wzloty i upadki na rynku akcji :)

  • sie 9th, 2009 @ 19:39 | #1

    Witaj,
    Ja też nie jestem wielkim fanem strategii “kup i trzymaj”.
    Na razie, trzymam się z dala od samodzielnego inwestowania na giełdzie, i większość swoich pieniążków trzymam w fundach akcyjnych. Nie kupuję na zawsze, ale mam długi horyzont inwestycyjny. Wyjście z inwestycji dopiero wtedy kiedy w “Bravo girl” pojawi się reklama Arki zachwalająca historyczne zwroty:)). Zgadzam się z Tobą, że inwestować w fundusze bez podstawowej chociażby wiedzy z finansów i ekonomii, po prostu nie powinno się.
    Pozdrawiam i zapraszam do odwiedzenia mojego bloga:)

  • sie 10th, 2009 @ 23:27 | #2

    Witam na blogu yossarian :)
    Zajrzałem na Twojego bloga i mam do Ciebie pytanie – jak to możliwe, że z wykształceniem wyższym ekonomicznym dopiero od niedawna zacząłeś organizować swoje finanse domowe, wcześniej żyjąc “od pierwszego do pierwszego”?
    Chodzi mi o wiedzę – czy na studiach uczą ekonomii tylko na poziomie teoretycznym, czy nie uczą tam w ogóle takich przydatnych rzeczy?

    Pozdrawiam

  • sie 11th, 2009 @ 9:01 | #3

    A słyszałeś kiedyś powiedzenie o szewcu co bez butów chodził?:) A tak na poważnie to oczywiście na studiach ekonomicznych, przynajmniej na moich, nikt nie uczy finansów osobistych. Banki centralne, inflacja, popyt, podaż itp, itp. Zresztą moim skromnym zdaniem, finanse osobiste mają więcej wspólnego z psychologią niż ekonomią.
    Zasady są proste, trudno się do nich konsekwentnie stosować:)
    pozdrawiam

  • sie 14th, 2009 @ 11:23 | #4

    Zgadzam się z Tobą. Jest wiele istotnych dziedzin życia, w których aby dobrze żyć, trzeba się stosować do prostych zasad – dla przykładu zdrowe odżywianie i ruch fizyczny. Biegać czy robić przysiady każdy umie, jednak bardzo trudno jest się zmobilizować i regularnie ćwiczyć (wiem to z własnego doświadczenia :) ).
    Dlatego trzeba przede wszystkim sporo pracy nad sobą, żeby się nauczyć stosować proste i skuteczne zasady, który pozwolą nam lepiej żyć.

    Pozdrawiam i życzę równie regularnych i ciekawych wpisów co teraz :)

Zostaw komentarz

XHTML: Można używać następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>